Trzej muszkieterowie nie przeszliby do legendy, gdyby nie D'Artagnan, który stał się ich przywódcą. Podobną rolę w Mercedes-Benz Warszawa Off-road Team pełnić będzie Maks, czyli wyjątkowy Mercedes Klasy G „do kwadratu”, który dołączył niedawno do trojaczków: Gienka, Mietka i Jaśka. W niedzielę podczas Dnia SUV-ów w Stacji Mercedes odbyły się jego oficjalne chrzciny.


Uroczystość miała charakter rodzinny, a w roli ojca chrzestnego wystąpił Mariusz Bereda, który od początku czuwał nad przebudową w Niemczech terenowego modelu G500. Nie było więc oficjalnych gości, przemówień i fanfar, a fakt nadania imienia samochodowi, którego do tej pory nazywano szorstko „kwadratem”, uczczono, konsumując w skupieniu tort w kształcie białej Gelendy na zwolnicach. Choć nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że pomysł imienia (w pieszczotliwej wersji „Maksiu”) zaczerpnięty został z filmu... „Seksmisja”, nie ulega wątpliwości, że „Maks” to ze wszech miar właściwa i godna nazwa dla auta, obok którego trudno przejść obojętnie.


- Na trasie i w mieście Maks jest niczym celebryta, który przyciąga wzrok wszystkich dookoła – mówi Mariusz Bereda. – Stało się już regułą, że przechodnie robią mu zdjęcia, a kierowcy na światłach pokornie podziwiają jego majestat i nie zauważają, gdy pojawia się „zielone”.
Ogromna moc, legendarny napęd 4x4, którego możliwości zostały zwielokrotnione dzięki zwolnicom, i postura atlety wróżą Maksowi heroiczną przyszłość, pełną podbojów bagien i pustynnych wiktorii. Nie może być inaczej, skoro już niedługo po narodzinach dokonał niezwykłego czynu, docierając aż na Koniec Świata!